Człowiek z pasją, to osoba, która
połknęła bakcyl namiętności i przeszywają ją dreszcze na samą myśl o jej
realizacji. To jest miłość, która ma różne imiona, a wszystko zależy jedynie od
tego o kim mówimy. Każdy człowiek powinien mieć pasję, coś w czym będzie się
realizował. Niektórzy z nas mają to szczęście, że łączą swoje hobby z pracą.
Taką osobą jest inż. Andrzej Kerlin, absolwent Akademii Marynarki Wojennej w
Gdyni, którego pasją jest marynistyka.
Kiedy
i jak odkryłeś, że marynistyka jest Twoją pasją? Czy pamiętasz jak to wszystko
się zaczęło?
Kiedy miałem ok. 16 lat i chodziłem
do gimnazjum, poznałem człowieka, który całe życie spędził na morzu. Dużo czasu
przebywałem w jego otoczeniu, więc siłą rzeczy dużo rozmawialiśmy. Opowiadał
mnóstwo ciekawych morskich opowieści, m.in. gdzie był i co przeżył. Słuchałem go
zawsze z fascynacją, a może nawet zazdrością. Przepełniała mnie myśl, że też
bym chciał przeżyć takie przygody.
I
to był moment, w którym odkryłeś swoją pasję?
Chyba właśnie w tym momencie
zrozumiałem, że chciałbym się związać z pracą na morzu.
Ze względu na mój ścisły umysł oraz zainteresowanie wszelakimi nowinkami technicznymi, zdecydowałem się na pracę w tzw. „maszynie”. Ściślej mówiąc chciałem zostać mechanikiem okrętowym i w tym kierunku postanowiłem się kształcić w szkole średniej.
Ze względu na mój ścisły umysł oraz zainteresowanie wszelakimi nowinkami technicznymi, zdecydowałem się na pracę w tzw. „maszynie”. Ściślej mówiąc chciałem zostać mechanikiem okrętowym i w tym kierunku postanowiłem się kształcić w szkole średniej.
Wiem,
że jednak nie pracujesz jako mechanik okrętowy. Co takiego wpłynęło na zmianę
Twojej decyzji?
Z czasem coraz bardziej zagłębiałem
się w tajniki marynarstwa i zrozumiałem, że nie chcę spędzić połowy życia w
głośnej i brudnej siłowni okrętowej. Zawsze byłem dobry z geografii oraz
matematyki, a także uwielbiałem obcowanie z przyrodą, dlatego uznałem, że
nawigacja morska pasuje do mnie idealnie. Wybrałem pracę „na pokładzie”. Po
zakończeniu szkoły średniej postanowiłem pójść na studia, które przygotują mnie
do pracy na morzu w dziale pokładowym. Już podczas studiów i pierwszych praktyk
marynarskich na statkach handlowych zrozumiałem, że to jest dokładnie to, co
chce robić do końca życia. Uwielbiam styl życia marynarza.
Z
czym wiąże się Twoja pasja? Jak się realizujesz?
Przede wszystkim moja pasja i praca wiąże
się z ogromną ilością czasu spędzonego poza domem, ale jeśli robi się to, co
się kocha i można to połączyć z życiem zawodowym to nie jest to chyba zbyt
wygórowana cena. Realizuję się poprzez samodoskonalenie się, czyli nabywanie
coraz to większej wiedzy, a następnie wykorzystywanie jej w praktyce. Dzięki
temu mogę piąć się w hierarchii zawodowej coraz wyżej i zdobywać kolejne
szczeble kariery.
Jak
długo już trwasz w swoim hobby?
Jak już wcześniej
wspomniałem, swoją pasję odkryłem kończąc gimnazjum, czyli 11 lat temu, natomiast
czynnie uprawiam marynistykę od 5 lat.
Kiedy
wypłynąłeś w swój pierwszy rejs?
Po drugim roku studiów mieliśmy czas na
odbycie praktyki morskiej i jako jedna z pierwszych osób na roku wypłynąłem w rejs.
Czy
pierwszy rejs, który odbyłeś w swoim życiu był trudny?
O tak! Myślę że
każdy pierwszy rejs jest trudny, bo właśnie po takim rejsie najwięcej osób
rezygnuje z tego zawodu. Mój był trudny. Nie dość, że bardzo długi – bo aż 6
miesięcy ciężkiej pracy na statku, to na dodatek pewnego dnia natrafiliśmy na
bardzo złą pogodę. Niestety, może to ironia losu, ale przeżyłem pierwszą
chorobę morską! Do niej dołączył strach, bo musiałem pracować na 110 procent w
deszczu i na silnym wietrze, dodatkowo trafił mi się bardzo wymagający i dość
nerwowy bosman, który nie ułatwiał mi pokochania tego zawodu. Teraz z
perspektywy czasu widzę, że dzięki ciągłym zastrzeżeniom i uwagom do mojej
pracy, wiele mnie nauczył, a także bardzo dobrze przygotował do kolejnych
rejsów. W głównej mierze, to czy rejs będzie trudny zależy od osób, z jakimi
się pracuje, w tym wypadku od całej załogi. Oczywiście są statki i rejony
świata, na których praca się znacznie różni. Obszar prac morskich jest tak duży
i zróżnicowany, że pole manewru jest ogromne.
Jak
wygląda kariera marynarza? Co trzeba zrobić żeby nim zostać? Jaką karierę
wybrałeś dla siebie?
Marynarzem nie może zostać każdy, trzeba
mieć do tego odpowiednie predyspozycje, jeżeli ktoś po prostu się nie nadaje, a
wypłynie w rejs, to morze bardzo szybko zweryfikuje taką osobę i w większości
przypadków sama zrezygnuje. Droga kariery, którą ja wybrałem, czyli
czteroletnie studia na jednym z dwóch morskich kierunków, jest chyba
najdłuższa. Jeżeli ktoś już chce spróbować jest kilka dróg: jedną z nich jest
ciągłe podnoszenie kwalifikacji przez odbycie wielu bardzo drogich kursów, które
uprawniają do pracy na najniższym stanowisku. Następnie kilka specjalistycznych
kursów na konkretny statek. Jeżeli chcemy się piąć wyżej w karierze, oprócz
kolejnych kursów musimy posiadać dyplom na wyższe stanowisko. Do otrzymania
takiego dyplomu potrzeba odpowiedniego stażu pływania, im wyższe stanowisko tym
dłuższy staż jest wymagany. Gdy już posiadamy potrzebne kwalifikacje, możemy
przystąpić do egzaminu w Urzędzie Morskim, po którym otrzymamy dyplom.
Bardzo
długą drogę przeszedłeś, aby móc spełniać swoje pasje. Nie miałeś chwil
załamania?
Jak już wcześniej wspomniałem, jeśli ktoś
jest pewien tego, co chce robić w życiu to żadne przeciwności losu nie są mu
straszne. Ja kocham morze, nie wyobrażam sobie, że mógłbym robić coś innego. To
jest to, co nadaje mojemu życiu sens.
Wiadomo,
że pływanie i kontrakty wiążą się z podróżami. Ile takich podróży/kontraktów
masz za sobą? Czy podczas nich odwiedziłeś jakieś kraje? Jeśli tak to jakie?
O tak, to
zdecydowanie jedna z najlepszych rzeczy w tej pracy. Ludzie płacą potężne
pieniądze za podróż do innego miejsca, ja natomiast mam to w pracy. Ze względu
na niedługi staż, krajów zwiedziłem niedużo, zaledwie kilka w Europie i Afryce.
Niemniej jednak myślę, że niewielu moich znajomych było w tylu miejscach co ja.
Zwiedzałem miasta zawsze, kiedy była ku temu sposobność, jeden raz zdarzyło się,
że nie dostaliśmy pozwolenia na zejście na ląd. Byłem między innymi na Litwie w
Danii, kilkakrotnie we Francji, Niemczech, Holandii, Belgii, na Wyspach
Brytyjskich czy Rosji. Najbardziej urokliwe miejsca to oczywiście państwa
leżące nad basenem Morza Śródziemnego takie jak Hiszpania, Włochy, Malta, Turcja,
Maroko. Z bardziej egzotycznych miejsc miałem przyjemność być również na
Wyspach Kanaryjskich, zwiedziłem też całą północna Afrykę. Oczywiście nie tylko
ciepłe kraje są piękne. Również bardzo pięknie było na samej północy Norwegii,
gdzie panował akurat dzień polarny i przez cały czas było jasno jak za dnia.
Zachwyciły mnie piękne zielone tereny, obfite w jeziora, zatoki, klify, lasy.
Poznałem także mnóstwo ludzi, bardzo różniących się od siebie kulturowo,
aczkolwiek bardzo miłych i życzliwych.
Czy
uważasz, że wsparcie bliskiej osoby w realizowaniu marzeń jest ważne?
Ogromnie! Jeżeli przy
spełnianiu marzeń i realizowaniu naszych pasji nie możemy liczyć na wsparcie
bliskiej nam osoby, to może być nam ciężko. Myślę, że każdy człowiek powinien
mieć kogoś, na kogo może zawsze liczyć, wtedy samorealizacja jest o wiele
łatwiejsza.
A
czy masz taką osobę? Czy możesz zawsze na nią liczyć?
Na szczęście mam! Gdy
się już spotka tę odpowiednią osobę, to praca na morzu staje się jeszcze
bardziej przyjemna, ponieważ powroty są piękniejsze, gdy ma się do kogo wracać.
Moim zdaniem pary marynarskie, czyli takie, w których jedna osoba pływa kochają
się mocniej. Takie osoby wiedzą jak to jest, gdy się nie ma tej drugiej połówki
przy sobie, nie ma się do kogo przytulić w samotności, czy nawet się wyżalić.
Szczególnie, że praca na morzu bywa ciężka i stresująca. Większość wybranek
marynarzy raczej próbuje odciągnąć mężczyzn od pływania i nakłonić do pracy na
lądzie, moja ukochana natomiast zdaje sobie sprawę, jak bardzo kocham to, co
robię, jak ciężko pracowałem, żeby
znaleźć się tu, gdzie teraz jestem i aby osiągnąć to, co osiągnąłem. Mam to szczęście, że moja narzeczona wspiera
mnie zawsze. Jest osobą bardzo silną psychicznie i wiem, że w chwilach słabości
zawsze mogę na nią liczyć.
Czy
osoby w Twoim otoczeniu rozumieją Twoją pasję? Może jest ktoś z kim dzielisz
swoje zainteresowania?
Studiując
nawigację, poznałem mnóstwo osób, które w mniejszym lub większym stopniu
podzielają moją pasję. Z kilkoma osobami ze studiów związaliśmy się nawet
bardziej i to z nimi spędzam najwięcej czasu. Spotykamy się regularnie,
rozmawiamy godzinami o naszych własnych przygodach i przeżyciach na morzu,
dzielimy się uwagami, spostrzeżeniami czy radami. Ustanowiliśmy nawet taką
tradycję, że kiedy któreś z nas wypływa na kontrakt to kilka dni przed
wypłynięciem, jeśli to możliwe, spotykamy się, rozmawiamy, wspominamy czasy
studiów i tak bardzo często do samego rana. Jest to pewnego rodzaju świętowanie
otrzymania angażu tej osoby, a zarazem swego rodzaju pożegnanie. Ze względu na
fakt, iż jest to bardzo niebezpieczna praca, nikt nigdy nie wie, kiedy znowu
się spotkamy. Oczywiście mam też wielu znajomych, którzy nie za bardzo zdają
sobie sprawę, czym się tak naprawdę zajmuję, ale mamy wiele innych tematów niż
praca.
Czy
chciałbyś, aby w przyszłości Twoje dzieci podzielały Twoje hobby?
Myślę, że każdy ojciec
chciałby, aby dziecko poszło w jego ślady. Nie ukrywam, że i mnie by było miło,
jednak wiem jak ciężka i niewdzięczna potrafi być ta praca i jeżeli mój syn nie
podzielałby tej pasji tak jak ja, to raczej bym mu ją odradzał. Pływanie trzeba
kochać inaczej nie ma sensu pracować na morzu.
Ile
czasu spędzasz w rejsach?
Moim celem jest,
żeby nie spędzać w domu mniej czasu niż na kontrakcie, czyli nie pływać więcej
niż 6 miesięcy w roku. Wiadomo jednak, że nie zawsze się to udaje, bywają
kontrakty dłuższe i krótsze. Mój najkrótszy rejs trwał dwa miesiące, a
najdłuższy sześć.
Czy
poza pływaniem masz jakieś pasje?
Owszem. Po powrocie
najwięcej czasu spędzam oczywiście z bliskimi, ale interesuje się również
sportem, jako dziecko trenowałem piłkę nożną w klubie piłkarskim. Mam również
dryg do majsterkowania, tak więc motoryzacja. Uwielbiam także militaria, należę
nawet do kółka strzeleckiego, w którym regularnie ćwiczymy strzelanie.
Z
czego jesteś najbardziej dumny? Co uważasz za swoje największe osiągnięcie?
Obecnie mam stopień
inżyniera nawigacji i dyplom Oficera Wachtowego Marynarki Handlowej, co uważam
za ogromy sukces. Niemniej jednak nie ograniczam się jedynie do tego i dążę
dalej. Mam nadzieję, że kiedyś będę mógł pochwalić się stopniem Kapitana
Żeglugi Wielkiej i prowadzić ogromne statki po przepięknych krainach.
Czy
masz swój autorytet? Kogoś, kto jest Twoją inspiracją?
W kwestii
autorytetów mogę powiedzieć tyle, że wszyscy jesteśmy tylko ludźmi, każdy ma
prawo mieć słabszy dzień czy popełnić błąd. Podczas moich kontraktów zbieram
doświadczenia i mam nadzieję, że pewnego dnia jeśli uda mi się awansować, będę
dobrym kapitanem. Moim marzeniem jest zasłużyć na szacunek, a także sympatię
załogi. Jeśli chodzi o autorytet, to postacią, która przychodzi mi teraz na
myśli jest Kapitan Żeglugi Wielkiej Karol Olgierd Borchardt. Jest to polski
pisarz i marynarz. Napisał m.in. takie książki jak Znaczy Kapitan, czy Szaman
morski. Kapitan Borchardt jest
dla mnie autorytetem w kwestii przeżyć, hartu ducha, a także ilości osiągnięć. Był
to niezwykły człowiek, którego niestety nie było dane mi znać osobiście. Był on
bardzo znaną postacią nie tylko w moim rodzinnym mieście Gdyni. Żałuje, że nie
mogłem trafić pod jego skrzydła.
Gdybyś
miał szansę cofnąć się w czasie i wybrać inny zawód, czy zmieniłbyś swój wybór?
Nie ma takiej
opcji! Jak długo żyję, nie spotkałem się jeszcze z pracą, w której czułbym się
tak spełniony jak w marynarstwie.
Co
doradziłbyś ludziom, którzy także interesują się marynistyką, ale dopiero
zaczynają karierę na morzu?
Doradziłbym im uzbrojenie się w
cierpliwość, ponieważ droga na wyższe szczeble kariery jest długa i kręta.
Dodatkowo miałbym prośbę, aby nie robili nic na siłę. Spotkałem się z ludźmi,
którzy pracują na morzu, bo ich ojcowie tak chcieli, a oni sami nie spełniają
się w tej pracy. Tacy pracownicy są najgorsi. Ludzie w takiej sytuacji często
są sfrustrowani, co odbija się na innych, którzy także chodzą zdenerwowani, a w
takich warunkach o wypadek nietrudno.
Dziękuję
serdecznie za wywiad.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz