wtorek, 30 maja 2017

Rejs przez życie


Człowiek z pasją, to osoba, która połknęła bakcyl namiętności i przeszywają ją dreszcze na samą myśl o jej realizacji. To jest miłość, która ma różne imiona, a wszystko zależy jedynie od tego o kim mówimy. Każdy człowiek powinien mieć pasję, coś w czym będzie się realizował. Niektórzy z nas mają to szczęście, że łączą swoje hobby z pracą. Taką osobą jest inż. Andrzej Kerlin, absolwent Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni, którego pasją jest marynistyka.

Kiedy i jak odkryłeś, że marynistyka jest Twoją pasją? Czy pamiętasz jak to wszystko się zaczęło?
Kiedy miałem ok. 16 lat i chodziłem do gimnazjum, poznałem człowieka, który całe życie spędził na morzu. Dużo czasu przebywałem w jego otoczeniu, więc siłą rzeczy dużo rozmawialiśmy. Opowiadał mnóstwo ciekawych morskich opowieści, m.in. gdzie był i co przeżył. Słuchałem go zawsze z fascynacją, a może nawet zazdrością. Przepełniała mnie myśl, że też bym chciał przeżyć takie przygody.

I to był moment, w którym odkryłeś swoją pasję?
Chyba właśnie w tym momencie zrozumiałem, że chciałbym się związać z pracą na morzu.
Ze względu na mój ścisły umysł oraz zainteresowanie wszelakimi nowinkami technicznymi, zdecydowałem się na pracę w tzw. „maszynie”. Ściślej mówiąc chciałem zostać mechanikiem okrętowym i w tym kierunku postanowiłem się kształcić w szkole średniej.

Wiem, że jednak nie pracujesz jako mechanik okrętowy. Co takiego wpłynęło na zmianę Twojej decyzji?
Z czasem coraz bardziej zagłębiałem się w tajniki marynarstwa i zrozumiałem, że nie chcę spędzić połowy życia w głośnej i brudnej siłowni okrętowej. Zawsze byłem dobry z geografii oraz matematyki, a także uwielbiałem obcowanie z przyrodą, dlatego uznałem, że nawigacja morska pasuje do mnie idealnie. Wybrałem pracę „na pokładzie”. Po zakończeniu szkoły średniej postanowiłem pójść na studia, które przygotują mnie do pracy na morzu w dziale pokładowym. Już podczas studiów i pierwszych praktyk marynarskich na statkach handlowych zrozumiałem, że to jest dokładnie to, co chce robić do końca życia. Uwielbiam styl życia marynarza.
 
Z czym wiąże się Twoja pasja? Jak się realizujesz?
Przede wszystkim moja pasja i praca wiąże się z ogromną ilością czasu spędzonego poza domem, ale jeśli robi się to, co się kocha i można to połączyć z życiem zawodowym to nie jest to chyba zbyt wygórowana cena. Realizuję się poprzez samodoskonalenie się, czyli nabywanie coraz to większej wiedzy, a następnie wykorzystywanie jej w praktyce. Dzięki temu mogę piąć się w hierarchii zawodowej coraz wyżej i zdobywać kolejne szczeble kariery.

Jak długo już trwasz w swoim hobby?
Jak już wcześniej wspomniałem, swoją pasję odkryłem kończąc gimnazjum, czyli 11 lat temu, natomiast czynnie uprawiam marynistykę od 5 lat.

Kiedy wypłynąłeś w swój pierwszy rejs?
Po drugim roku studiów mieliśmy czas na odbycie praktyki morskiej i jako jedna z pierwszych osób na roku wypłynąłem w rejs.

Czy pierwszy rejs, który odbyłeś w swoim życiu był trudny?
O tak! Myślę że każdy pierwszy rejs jest trudny, bo właśnie po takim rejsie najwięcej osób rezygnuje z tego zawodu. Mój był trudny. Nie dość, że bardzo długi – bo aż 6 miesięcy ciężkiej pracy na statku, to na dodatek pewnego dnia natrafiliśmy na bardzo złą pogodę. Niestety, może to ironia losu, ale przeżyłem pierwszą chorobę morską! Do niej dołączył strach, bo musiałem pracować na 110 procent w deszczu i na silnym wietrze, dodatkowo trafił mi się bardzo wymagający i dość nerwowy bosman, który nie ułatwiał mi pokochania tego zawodu. Teraz z perspektywy czasu widzę, że dzięki ciągłym zastrzeżeniom i uwagom do mojej pracy, wiele mnie nauczył, a także bardzo dobrze przygotował do kolejnych rejsów. W głównej mierze, to czy rejs będzie trudny zależy od osób, z jakimi się pracuje, w tym wypadku od całej załogi. Oczywiście są statki i rejony świata, na których praca się znacznie różni. Obszar prac morskich jest tak duży i zróżnicowany, że pole manewru jest ogromne.

Jak wygląda kariera marynarza? Co trzeba zrobić żeby nim zostać? Jaką karierę wybrałeś dla siebie?
Marynarzem nie może zostać każdy, trzeba mieć do tego odpowiednie predyspozycje, jeżeli ktoś po prostu się nie nadaje, a wypłynie w rejs, to morze bardzo szybko zweryfikuje taką osobę i w większości przypadków sama zrezygnuje. Droga kariery, którą ja wybrałem, czyli czteroletnie studia na jednym z dwóch morskich kierunków, jest chyba najdłuższa. Jeżeli ktoś już chce spróbować jest kilka dróg: jedną z nich jest ciągłe podnoszenie kwalifikacji przez odbycie wielu bardzo drogich kursów, które uprawniają do pracy na najniższym stanowisku. Następnie kilka specjalistycznych kursów na konkretny statek. Jeżeli chcemy się piąć wyżej w karierze, oprócz kolejnych kursów musimy posiadać dyplom na wyższe stanowisko. Do otrzymania takiego dyplomu potrzeba odpowiedniego stażu pływania, im wyższe stanowisko tym dłuższy staż jest wymagany. Gdy już posiadamy potrzebne kwalifikacje, możemy przystąpić do egzaminu w Urzędzie Morskim, po którym otrzymamy dyplom.

Bardzo długą drogę przeszedłeś, aby móc spełniać swoje pasje. Nie miałeś chwil załamania?
Jak już wcześniej wspomniałem, jeśli ktoś jest pewien tego, co chce robić w życiu to żadne przeciwności losu nie są mu straszne. Ja kocham morze, nie wyobrażam sobie, że mógłbym robić coś innego. To jest to, co nadaje mojemu życiu sens.

Wiadomo, że pływanie i kontrakty wiążą się z podróżami. Ile takich podróży/kontraktów masz za sobą? Czy podczas nich odwiedziłeś jakieś kraje? Jeśli tak to jakie?
O tak, to zdecydowanie jedna z najlepszych rzeczy w tej pracy. Ludzie płacą potężne pieniądze za podróż do innego miejsca, ja natomiast mam to w pracy. Ze względu na niedługi staż, krajów zwiedziłem niedużo, zaledwie kilka w Europie i Afryce. Niemniej jednak myślę, że niewielu moich znajomych było w tylu miejscach co ja. Zwiedzałem miasta zawsze, kiedy była ku temu sposobność, jeden raz zdarzyło się, że nie dostaliśmy pozwolenia na zejście na ląd. Byłem między innymi na Litwie w Danii, kilkakrotnie we Francji, Niemczech, Holandii, Belgii, na Wyspach Brytyjskich czy Rosji. Najbardziej urokliwe miejsca to oczywiście państwa leżące nad basenem Morza Śródziemnego takie jak Hiszpania, Włochy, Malta, Turcja, Maroko. Z bardziej egzotycznych miejsc miałem przyjemność być również na Wyspach Kanaryjskich, zwiedziłem też całą północna Afrykę. Oczywiście nie tylko ciepłe kraje są piękne. Również bardzo pięknie było na samej północy Norwegii, gdzie panował akurat dzień polarny i przez cały czas było jasno jak za dnia. Zachwyciły mnie piękne zielone tereny, obfite w jeziora, zatoki, klify, lasy. Poznałem także mnóstwo ludzi, bardzo różniących się od siebie kulturowo, aczkolwiek bardzo miłych i życzliwych.     

Czy uważasz, że wsparcie bliskiej osoby w realizowaniu marzeń jest ważne?
Ogromnie! Jeżeli przy spełnianiu marzeń i realizowaniu naszych pasji nie możemy liczyć na wsparcie bliskiej nam osoby, to może być nam ciężko. Myślę, że każdy człowiek powinien mieć kogoś, na kogo może zawsze liczyć, wtedy samorealizacja jest o wiele łatwiejsza.

A czy masz taką osobę? Czy możesz zawsze na nią liczyć?
Na szczęście mam! Gdy się już spotka tę odpowiednią osobę, to praca na morzu staje się jeszcze bardziej przyjemna, ponieważ powroty są piękniejsze, gdy ma się do kogo wracać. Moim zdaniem pary marynarskie, czyli takie, w których jedna osoba pływa kochają się mocniej. Takie osoby wiedzą jak to jest, gdy się nie ma tej drugiej połówki przy sobie, nie ma się do kogo przytulić w samotności, czy nawet się wyżalić. Szczególnie, że praca na morzu bywa ciężka i stresująca. Większość wybranek marynarzy raczej próbuje odciągnąć mężczyzn od pływania i nakłonić do pracy na lądzie, moja ukochana natomiast zdaje sobie sprawę, jak bardzo kocham to, co robię,  jak ciężko pracowałem, żeby znaleźć się tu, gdzie teraz jestem i aby osiągnąć to, co osiągnąłem.  Mam to szczęście, że moja narzeczona wspiera mnie zawsze. Jest osobą bardzo silną psychicznie i wiem, że w chwilach słabości zawsze mogę na nią liczyć.

Czy osoby w Twoim otoczeniu rozumieją Twoją pasję? Może jest ktoś z kim dzielisz swoje zainteresowania?
Studiując nawigację, poznałem mnóstwo osób, które w mniejszym lub większym stopniu podzielają moją pasję. Z kilkoma osobami ze studiów związaliśmy się nawet bardziej i to z nimi spędzam najwięcej czasu. Spotykamy się regularnie, rozmawiamy godzinami o naszych własnych przygodach i przeżyciach na morzu, dzielimy się uwagami, spostrzeżeniami czy radami. Ustanowiliśmy nawet taką tradycję, że kiedy któreś z nas wypływa na kontrakt to kilka dni przed wypłynięciem, jeśli to możliwe, spotykamy się, rozmawiamy, wspominamy czasy studiów i tak bardzo często do samego rana. Jest to pewnego rodzaju świętowanie otrzymania angażu tej osoby, a zarazem swego rodzaju pożegnanie. Ze względu na fakt, iż jest to bardzo niebezpieczna praca, nikt nigdy nie wie, kiedy znowu się spotkamy. Oczywiście mam też wielu znajomych, którzy nie za bardzo zdają sobie sprawę, czym się tak naprawdę zajmuję, ale mamy wiele innych tematów niż praca.

Czy chciałbyś, aby w przyszłości Twoje dzieci podzielały Twoje hobby?
Myślę, że każdy ojciec chciałby, aby dziecko poszło w jego ślady. Nie ukrywam, że i mnie by było miło, jednak wiem jak ciężka i niewdzięczna potrafi być ta praca i jeżeli mój syn nie podzielałby tej pasji tak jak ja, to raczej bym mu ją odradzał. Pływanie trzeba kochać inaczej nie ma sensu pracować na morzu. 

Ile czasu spędzasz w rejsach?
Moim celem jest, żeby nie spędzać w domu mniej czasu niż na kontrakcie, czyli nie pływać więcej niż 6 miesięcy w roku. Wiadomo jednak, że nie zawsze się to udaje, bywają kontrakty dłuższe i krótsze. Mój najkrótszy rejs trwał dwa miesiące, a najdłuższy sześć.

Czy poza pływaniem masz jakieś pasje?
Owszem. Po powrocie najwięcej czasu spędzam oczywiście z bliskimi, ale interesuje się również sportem, jako dziecko trenowałem piłkę nożną w klubie piłkarskim. Mam również dryg do majsterkowania, tak więc motoryzacja. Uwielbiam także militaria, należę nawet do kółka strzeleckiego, w którym regularnie ćwiczymy strzelanie.

Z czego jesteś najbardziej dumny? Co uważasz za swoje największe osiągnięcie?
Obecnie mam stopień inżyniera nawigacji i dyplom Oficera Wachtowego Marynarki Handlowej, co uważam za ogromy sukces. Niemniej jednak nie ograniczam się jedynie do tego i dążę dalej. Mam nadzieję, że kiedyś będę mógł pochwalić się stopniem Kapitana Żeglugi Wielkiej i prowadzić ogromne statki po przepięknych krainach.

Czy masz swój autorytet? Kogoś, kto jest Twoją inspiracją?
W kwestii autorytetów mogę powiedzieć tyle, że wszyscy jesteśmy tylko ludźmi, każdy ma prawo mieć słabszy dzień czy popełnić błąd. Podczas moich kontraktów zbieram doświadczenia i mam nadzieję, że pewnego dnia jeśli uda mi się awansować, będę dobrym kapitanem. Moim marzeniem jest zasłużyć na szacunek, a także sympatię załogi. Jeśli chodzi o autorytet, to postacią, która przychodzi mi teraz na myśli jest Kapitan Żeglugi Wielkiej Karol Olgierd Borchardt. Jest to polski pisarz i marynarz. Napisał m.in. takie książki jak Znaczy Kapitan, czy Szaman morski. Kapitan Borchardt jest dla mnie autorytetem w kwestii przeżyć, hartu ducha, a także ilości osiągnięć. Był to niezwykły człowiek, którego niestety nie było dane mi znać osobiście. Był on bardzo znaną postacią nie tylko w moim rodzinnym mieście Gdyni. Żałuje, że nie mogłem trafić pod jego skrzydła.

Gdybyś miał szansę cofnąć się w czasie i wybrać inny zawód, czy zmieniłbyś swój wybór?
Nie ma takiej opcji! Jak długo żyję, nie spotkałem się jeszcze z pracą, w której czułbym się tak spełniony jak w marynarstwie.

Co doradziłbyś ludziom, którzy także interesują się marynistyką, ale dopiero zaczynają karierę na morzu?
Doradziłbym im uzbrojenie się w cierpliwość, ponieważ droga na wyższe szczeble kariery jest długa i kręta. Dodatkowo miałbym prośbę, aby nie robili nic na siłę. Spotkałem się z ludźmi, którzy pracują na morzu, bo ich ojcowie tak chcieli, a oni sami nie spełniają się w tej pracy. Tacy pracownicy są najgorsi. Ludzie w takiej sytuacji często są sfrustrowani, co odbija się na innych, którzy także chodzą zdenerwowani, a w takich warunkach o wypadek nietrudno.

Dziękuję serdecznie za wywiad.
Dziękuję.
inż. Andrzej Kerlin

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Rejs przez życie

Człowiek z pasją, to osoba, która połknęła bakcyl namiętności i przeszywają ją dreszcze na samą myśl o jej realizacji. To jest miłość, któ...